Reklama:

Przeceny, wyprzedaże w sklepach

Walka o pamięć z pamięcią

"Nie ma lepszej pożywki chorobotwórczej dla bakteryj fałszu i legend, jak strach przed prawdą i brak woli" - to słowa Marszałka Józefa Piłsudskiego sprzed ponad 80 lat. Jakże jednak są aktualne dla dzisiejszej sytuacji i jakże jest to przykre.

Kilka dni temu podczas uroczystości ku czci Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański, powiedział: - Do dziś nie padło słowo 'przepraszam' wobec tragicznie zmarłego prezydenta, z którego szydzono i kpiono, upokarzano i pogardzano. Czy dlatego, że kochał Polskę, chciał, by zajęła miejsce godne wśród narodów Europy, pozostała wierna swojej chrześcijańskiej tożsamości?

Były ordynariusz polowy lubi być w centrum uwagi, lubi również mieć znaczenie polityczne. Kilka lat temu, gdy był ordynariuszem warszawsko-praskim, chwalił się, że to dzięki jego pomocy zawiązano egzotyczną koalicję PiS-Samoobrona-LPR. Wygłaszając homilię na Jasnej Górze, arcybiskup spróbował na nowo rozpalić emocje, które zaczęły powoli (bardzo powoli) gasnąć.

Zdaniem dużej części publicystów i polityków polskiej prawicy Lech Kaczyński był najlepszym prezydentem III RP. Doprawdy trudno mi wskazać wiele sukcesów jego urzędowania i nie wynika to z braku dobrej woli. Może jednak czas na obiektywną ocenę tej tragicznie zakończonej prezydentury?

Stara łacińska maksyma mówi: "de mortuis aut bene, aut nihil". Nie można jednak dopuścić do sytuacji, gdy brak rzeczowej krytyki zmienia się w apoteozę, bo wizerunek zostaje drastycznie przejaskrawiony – ze szkodą dla historii.

Ostatnio z prawej strony polskiej sceny publicznej padło zdanie, że prezydent Kaczyński miał przed śmiercią niskie notowania z powodu "nagonki na jego osobę". Absurdalne stwierdzenie, podobnie jak słowa abpa Głódzia, że prezydenta upokarzano, bo "kochał Polskę". Większy absurd można chyba tylko odnaleźć w stwierdzeniu, że Lech Kaczyński zginął przez nagonkę skierowaną na jego osobę.

Prezydent Kaczyński był krytykowany za swoją słabą prezydenturę. Jego urząd często był wykorzystywany jako "przyczółek PiS-u", co objawiało się nie tylko w wetach prezydenckich, ale np. w polityce orderowej. Owszem, niektórzy kpili z niego, jednakowoż wielkim nadużyciem jest utożsamianie rzeczowej krytyki ze słowami choćby Michała Figurskiego o „małym, chorym człowieczku”. Personalne ataki w stylu Janusza Palikota nie były regułą, jak chce się teraz przedstawić tamten okres.

Ciekawe również, czy abp Głódź miał również na myśli Tadeusza Rydzyka, który kiedyś w bardzo brutalnych słowach potraktował Marię Kaczyńską, żonę zmarłego tragicznie prezydenta.

Czy "nagonka" na Lecha Kaczyńskiego różniła się od tego, w jaki sposób jego brat traktował i traktuje swoich politycznych oponentów? Nie wydaje mi się. Dlaczego legendarnego lidera "Solidarności", laureata Pokojowej Nagrody Nobla i jednego z naszych najbardziej znanych rodaków, Lecha Wałęsę, można obrażać, zarzucać mu działalność agenturalną (przypomnę, że został oczyszczony przez sąd lustracyjny, a z zarzutami z książki "SB a Lech Wałęsa" polemizował m.in. prof. Andrzej Friszke, wykazując różne nieścisłości i fałszywe interpretacje), co ma miejsce od kilkunastu lat?

Dlaczego obecnie urzędującemu prezydentowi można zarzucać brak usamodzielnienia w stosunku do rządu i, co gorsze, zależność od obcego państwa? Dlaczego można innym imputować brak patriotyzmu, bodaj najpiękniejszej cechy dla polityka?

Czy pewnym ludziom można więcej, a w stosunku do innych można mniej? Taką interpretację polskiej rzeczywistości przedstawiał niegdyś Jarosław Kaczyński, jednak sam również się tak zachowuje. Przedstawienie obrazu Lecha Kaczyńskiego nieustannie obrażanego ma jeden cel - apoteozę jego osoby dla doraźnych celów politycznych.

Apoteoza zmarłego prezydenta jest prowadzona na dwa sposoby. Z jednej strony przypisuje się mu piękne cechy, których odmawia się innym. Nie przeczę, że wiele z tych, jak choćby patriotyzm, posiadał. Jednak kreowanie go jako jednego z niewielu polityków kierujących się najwznioślejszymi ideami i właśnie za to obrażanego to zwyczajna nieprawda. Niestety przy tworzeniu mitu prawda nie jest ważna.

Z drugiej strony tworzy się obecnie obraz Lecha Kaczyńskiego jako męczennika – za polskość, patriotyzm, cnotliwość, tradycję, chrześcijaństwo. Powtórzę: wszelka krytyka i obrażanie (choć o wiele rzadsze niż to, które jego brat stara się imputować politycznym konkurentom) wynikały z jego kiepskiej prezydentury. Chyba polscy krytycy prezydenta Kaczyńskiego nie odpowiadają za niesmaczne żarty z jego fizjonomii, jakie zaprezentowała kiedyś niemiecka gazeta "Die Tageszeitung".

Byłem i jestem krytykiem tej prezydentury, ale sam potrafię wskazać kilka momentów, kiedy byłem zadowolony z prezydenta Kaczyńskiego. Podobnie jak Adam Michnik, byłem dumny widząc go na placu w Tbilisi zapewniającego Gruzinów, że jesteśmy z nimi. Był to piękny, romantyczny gest Lecha Kaczyńskiego, który zabrał ze sobą kilku prezydentów z sąsiednich krajów i zapewnił Gruzję, że w obliczu rosyjskiej agresji Polska solidaryzuje się z nimi. Szkoda, że Micheil Saakaszwili potem spróbował wykorzystać naszego prezydenta (mam tu na myśli późniejszą rzekomą próbę zamachu), choć cenię go za determinację, gdy pomimo utrudnień przybył na pogrzeb swojego przyjaciela Lecha Kaczyńskiego.

Jako osoba zakochana w polskiej historii bardzo cenię dążenia Lecha Kaczyńskiego do przypominania o naszych dziejach, do podkreślania ich rangi. Prof. Norman Davies powiedział, że "naród bez historii błądzi jak człowiek bez pamięci" i tragicznie zmarły prezydent to rozumiał, za co mu wielka chwała.

Nie wpływa to jednak znacząco na moją ocenę tej prezydentury. Jej upolitycznienie oraz kiepska polityka zagraniczna zbyt mocno na niej ciążą. Niestety Lech Kaczyński, który wedle wielu był osobą bardzo ciepłą, został pośmiertnie wykorzystany by być spoiwem polskiej prawicy. Temu również ma służyć pomnik przed Pałacem Prezydenckim, rzekomo poświęcony setkom tysięcy ludzi wówczas się tam gromadzącym. Czy ci, którzy również setkami tysięcy oddawali hołd Gabrielowi Narutowiczowi bądź największemu z Polaków, Józefowi Piłsudskiemu, mają swój pomnik?

Lech Kaczyński spoczął wśród królów i mężów stanu na Wawelu - czyż można bardziej uhonorować Polaka, niż królewskim pogrzebem i pochówkiem w najważniejszej nekropolii? Dla polityka, który nie jest uznawany bezsprzecznie za wielkiego męża stanu, to wielka, pośmiertna nobilitacja. Najwyraźniej dla jego brata niewystarczająca.

Spoglądając jeszcze raz na słowa Józefa Piłsudskiego, dostrzegam tutaj brak woli. A może nawet nie brak woli, a złą wolę Jarosława Kaczyńskiego. Poprzez apoteozę swojego brata próbuje scalić prawą scenę polityczną. Próbuje zachować w jedności swój elektorat, który, zdaniem Jarosława Marka Rymkiewicza, wystarczy do tego, by mówić o narodzie. Niestety w tej politycznej walce Jarosław Kaczyński gra trumną brata. Mówi się, że kiedyś polską rządziły dwie trumny - Józefa Piłsudskiego i lidera endecji, Romana Dmowskiego. Dzisiaj polską nie rządzi trumna, ale jest używana do rządzenia polskimi duszami. I to jest straszne.

Autor: 
Julaszek

Twój komentarz:

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.

Więcej informacji na temat formatowania


CAPTCHA
Sprawdzanie wiarygodności (jeśli obrazek nie jest wyświetlony poprawnie, spróbuj otworzyć stronę w innej przeglądarce, albo kliknij prawym przyciskiem myszy i odblokuj).
Image CAPTCHA
Enter the characters shown in the image.
REKLAMA:

Opinie

Dlaczego News Telegraf ?

+ przegląd markowych źródeł (Gazeta Prawna, Rzeczpospolita, Wyborcza...)

+ wybór najważniejszych i najciekawszych tematów

+ dziennik niezależny politycznie

+ weryfikacja informacji

+ monitorowanie błędów i stronniczości

+ tylko przyjazne reklamy (nieutrudniające czytania)

Więcej >>

Radziszewska nierzetelnie traktowana

Flaga tęczowa

Wypowiedź Elżbiety Radziszewskiej ujawniająca orientację seksualną współuczestnika programu w TVN oraz wydarzenia, które owa wypowiedź za sobą pociągnęła, przysłoniły sam początek zamieszania wokół pani minister. Zamieszania obfitującego w medialne nieścisłości.

Kijem w gniazdo pszczół

Koran. Fot. [mcost]

Już dwie osoby poniosły śmierć w wyniku zamieszek, jakie wybuchły po ogłoszeniu przez pastora Terry'ego Jonesa spalenia Koranu. Kto jest winien ich śmierci? Jaką rolę w całej tej sprawie odgrywają media i jak ich działania mogą służyć eskalacji nienawiści?

Jak Polska zachłysnęła się reklamą

Fot. Logofag

Reklamy komercyjne stawiały w Polsce pierwsze kroki po uwolnieniu rynku w 1989 roku. Choć początkowo nieśmiało angażowały naszą uwagę, dzisiaj to one dyktują warunki.

Reklama: